Zieloni nie mają lekko

  • 13/02/2017

– Odpowiedzią na moją chęć trzymania się przepisów jest uśmiech politowania albo pukanie w czoło. Doświadczeni kierowcy zakładają, że prędzej czy później też będę przekraczać prędkość i podwójną ciągłą – irytuje się „Niedawna Kursantka”. Czy początkujący kierowcy mają pod górkę na polskich drogach?

„Niedawna Kursantka” to czytelniczka, z zaangażowaniem komentująca artykuły na naszej stronie internetowej www.szkola-jazdy.pl. Jej uwagi pod materiałem „Jeżdżą tak, jak ich uczymy” zainspirowały nas do spojrzenia na polskie drogi oczami młodych kierowców.

– Tekst dotyczył instruktorów. Uważam, że powinien być poszerzony o przypadkowych wychowawców, jakimi są starzy, doświadczeni kierowcy. Ich reakcje, słowa, nawet presja są mocne – mówi „Niedawna Kursantka”, czyli Aleksandra Solarewicz z Wrocławia. – Uważam, że adekwatna jest ich odpowiedzialność za to, jak jeździmy. Instruktor uczy nas trzy miesiące, może pół roku, a potem mamy wokół takich właśnie pseudowychowawców. I zapewniam, że bardzo trudno jest przy nich zachować zimną krew i zdrowy rozum.

Ty też będziesz piratem! A może jednak nie

Z irytacją, ale i z humorem, opowiada, że kiedy jeździ przepisowo, wielu kierowców znajdujących się w pobliżu wykonuje lekceważące lub obraźliwe gesty. Nie podoba im się, że czerwony opel (a w nim pani Ola) nie przekracza 50 km/h, zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych albo nie wciska się na skrzyżowanie, jeśli nie może bezpiecznie go opuścić...

– Prawo jazdy mam od niedawna, więc nie będę wyliczać cudzych błędów na drodze. Przeraża mnie jedna rzecz. W odpowiedzi na moją chęć trzymania się przepisów i generalnie tego, czego uczył instruktor, u doświadczonych kierowców najczęściej nie otrzymuję wsparcia. Zakładają, że prędzej czy później też będę przekraczać prędkość i podwójną ciągłą – mówi „Niedawna Kursantka”. – Co ciekawe, próbują mnie wychowywać również niektórzy pasażerowie. Siedząc w aucie obok mnie doradzają, komentują: Dlaczego tak wolno? Dlaczego go przepuszczasz? Mądrzą się, nawet jeśli sami nie mają prawka.

Podobne sytuacje przeżywał chyba każdy kierowca, takich „niedawnych kursantów” są na drogach tysiące. Niektórzy potrzebują tylko kilku miesięcy, żeby poczuć się pewniej i w zakorkowanym śródmieściu, i na szerokiej ekspresówce. Inni aklimatyzują się kilka lat. Jak im pomóc? Co doradzić?

– Trzymam kciuki za tę dziewczynę. Niech się nie zraża. Niech jeździ tak, jak ją nauczył instruktor. Bezpiecznie. Przestrzeganie przepisów to nie wstyd – komentuje Krzysztof Bandos, szef Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. – Ja mam wyjeżdżone setki tysięcy kilometrów i też jest mi na polskich drogach coraz trudniej. Kierownicy nagminnie łamią prawo i dobre obyczaje!

Środkowy paluszek. Bo jedziesz jak emeryt

Bandos opowiada o niemiłych przygodach za kółkiem. Niebezpiecznych zdarzeniach. Agresji. Nie tylko werbalnej.

– Pokazują mi środkowy paluszek, pukają się w czoło, zdarzyło się nawet, że jeden gość wyskoczył z auta z awanturą.

Mówi też o zabawniejszych sytuacjach, kiedy jadący zgodnie z przepisami uznawany jest za zawalidrogę.

– Ostatnio trzymałem gościa 55 km/h w terenie zabudowanym. Nie mógł mnie wyprzedzić z półtora kilometra. Były zakręty, linia ciągła, coś jechało z naprzeciwka. W końcu miał kawałek prostej, ustawił się obok, otworzył szybę, ja zrobiłem to samo i usłyszałem: jeździ pan jak niemiecki emeryt. To był chyba najdelikatniejszy komentarz, jaki kiedykolwiek się zdarzył – przyznaje Bandos.

Podkreśla, że piraci, którzy poganiają, dyscyplinują, wymuszają, trąbią, nie powinni być zmartwieniem początkujących kierowców, tylko przedmiotem zainteresowania policji oraz innych służb odpowiadających za bezpieczeństwo.

– Sankcje związane z przekraczaniem prędkości, zatrzymywaniem praw jazdy są krokiem w dobrą stronę. Przyniosły efekt. A powinny być jeszcze surowsze – ocenia Bandos. – Na przykład w Szwecji przestępca drogowy musi liczyć się z karą na poziomie trzech miesięcznych pensji. Jeśli na koncie nie ma środków, jego mandat kredytuje bank. A jaka u nas jest ściągalność? – pyta retorycznie szef PFSSK. (Na przykład w 2014 i 2015 roku niespełna 50 proc. ukaranych dobrowolnie płaciło za wykroczenie drogowe – przyp. red.)

Zielony listek, czyli sierota, ale oznakowana

W Szwecji nie tylko jeżdżą wolniej – w miastach powszechne są strefy 30 km/h, poza terenem zabudowanym maksymalna prędkość to 80 km/h, na ekspresówkach 100 km/h – i bardziej kulturalnie. Pojazdy niedoświadczonych kierowców oznaczone są zielonym listkiem. Podobnie jest w Niemczech, Austrii, Francji. W Anglii zielona literka P na białym tle oznacza, że kieruje „probationer” – praktykant. W Polsce od 2018 roku też mają być „zielonolistkowcy”. Czy charakterystyczna naklejka zapewni im większą życzliwość innych użytkowników dróg?

– Ja już się okleiłam. Sierota to sierota, ale oznakowana – stwierdza pani Ola.

– Też chyba nakleję zielony listek – żartuje Bandos. – W geście solidarności.

Mateusz Skrzyński ze Szczecina, który posiada prawo jazdy od półtora roku, proponuje, żeby początkujący przez co najmniej pięć lat jeździli z wideorejestratorem. Nie dlatego, że stwarzają zagrożenie.

– Tylko żeby w razie czego udowodnić, że to nie ja jestem sprawcą kolizji. Wiadomo, że zawsze winny jest małolat. Nawet jeśli jechał wzorowo. Często starsi kierowcy na mnie trąbią, a nie mają racji. Przykład? W Szczecinie jest wiele przebudowanych skrzyżowań, nowe ronda, zmiana pierwszeństwa. A oni się pchają. Po prostu jeżdżą na pamięć – diagnozuje 20-latek jeżdżący oplem astrą.

Wszystkim się spieszy, wszyscy się wpychają

Zwraca uwagę, że doświadczeni kierowcy nie patrzą na znaki. Albo po prostu je ignorują.

– Dwupasmówka. Niby jest siedemdziesiątka, ale obok trwa budowa, więc wprowadzono ograniczenie do 40 km/h. I co? Wszyscy mnie wyprzedają. Używają klaksonów. Gestykulują. Tak samo jest przed przejściami dla pieszych. Kiedy hamuję, inni kierowcy jakby mieli pretensje. Po co stanąłeś? Przecież my nie mamy czasu. Wszystkim się gdzieś spieszy! A mnie? Ja jeszcze pamiętam nauki, ostrzeżenia instruktora – zapewnia Mateusz.

Zwraca uwagę również na takie „drobiazgi”, jak zapinanie pasów. Mówi, że starsi, z którymi miał okazję podróżować, lekceważą kwestie bezpieczeństwa.

– Usłyszałem kiedyś: po co zapinasz, boisz się ze mną jechać? Podobno w Rosji tak jest, że jak ktoś zapina pasy, to wyraża wotum nieufności wobec kierującego. Ale my chyba chcemy być zachodem, a nie wschodem... Przeżyłem kiedyś wypadek i wiem, jak ważne jest, żeby wszyscy pasażerowie byli przypięci – podkreśla Mateusz.

Pasów, ograniczeń prędkości, zakazu wyprzedzania pilnuje też Dominika, 22-letnia studentka z Poznania. Jeździ renault clio.

– Prawko mam od jesieni. W zatłoczonym centrum jeszcze trochę niepewnie się czuję – przyznaje dziewczyna. – Auto bardziej służy mi do tego, by dojechać z i do Poznania, bo pochodzę z okolic Zielonej Góry. Na zajęcia, do biblioteki łatwiej dotrę autobusem.

Później mówi, jak trudno się jeździ po dużym mieście.

– Szczególnie w godzinach szczytu; wszyscy się pchają, wymuszają – narzeka Dominika. – Czasami wydaje mi się też, że wszyscy obok mnie korzystają z jakiegoś dodatkowego limitu prędkości. Ja jadę 50 km/h, bo tak jest na znakach, oni 70 km/h. Tam, gdzie jest siedemdziesiątka, ja przepisowo, a oni cisną 90 km/h – zauważa Dominika. – Taksówkarze jeżdżą strasznie. Jakby nie mieli kierunkowskazów. Jakby chcieli spowodować wypadek. Nigdy mi nie zamigali światłami. Inni kierowcy raczej dziękują za to, że zrobi się im miejsce, wpuści.

Corrida, bogowie i młodzi, co się boją stłuczki

– Taksiarze to osobny temat – śmieje się Wojciech Jędroś, właściciel Auto-Kod we Wrocławiu. W tym OSK szkoliła się Aleksandra Solarewicz.

– Większość kierowców jeżdżących zawodowo to dramat. A oni przecież powinni świecić przykładem. Generalnie jazda po polskich miastach to corrida! Kto ma lepsze auto, czuje się bogiem – ocenia, już poważnym tonem, Jędroś.

Czy słabsi, z mniejszym doświadczeniem i sprytem, rzeczywiście mają tak trudno?

– Solidny kursant, a później odpowiedzialny kierowca ma pod górkę. Bo zna przepisy i stosuje się do nich. A inni lekceważą jego i te przepisy – diagnozuje Jędroś. – Proszę zwrócić uwagę, że tzw. punktowcy nawet kilkanaście razy oblewają egzamin. Powód? Mają nawyki, których nie sposób oduczyć. Są sprytni, szybcy, ale przepisy łamią notorycznie. Niestety, taki początkujący, porządny po jakimś czasie też staje się cwaniakiem, czuje się pewniej za kółkiem i przechodzi na ciemną stronę mocy – stwierdza metaforycznie instruktor.

Niedawni kursanci, z którymi rozmawialiśmy, na razie się tam nie wybierają.

– Widzę, że po półtora roku jeżdżę bardziej dynamicznie. Szybciej. Ale staram się pamiętać o tym, czego mnie nauczono podczas kursu – zapewnia Mateusz. – Może jest też tak, że młody kierowca zachowuje szczególną ostrożność, ponieważ boi się zniszczyć auto. Chce choć kilka lat przetrwać z czystym kontem. Koszty naprawy, wyższe ubezpieczenie itd. A starszy? Ma więcej kasy, auto casco. Myśli: stłuczka? To nic wielkiego.

Pani Ola też zwraca uwagę na aspekt finansowy.

– Płacę złodziejskie OC. Wyższe niż ci, którzy codziennie wymuszają i przekraczają prędkość – przypomina.

A kiedy już będzie miała zniżki za bezszkodową jazdę...

– Nie marzy mi się sportowa fura. Wystarczy miejskie autko – mówi. – Nie widzę siebie w roli pirata drogowego. Trzymam się nawyków z kursu, bo to się sprawdziło. Mam nadzieję, że – posiadając prawo jazdy kilka lat – nie stracę wrażliwości pieszego i rowerzysty. Z ich perspektywy ulice wyglądają inaczej – podkreśla.

Mówi, że kiedy poruszała się po Wrocławiu tylko rowerem lub spacerem, była załamana, obserwując zmotoryzowanych.

– Czy oni nie wiedzą, że człowiek nie ma szans w zderzeniu z autem? – zastanawiała się.

Na niezdary w kapeluszach też się trąbi

Pani Ola dzieli się też innymi drogowymi refleksjami.

– Trąbienie, wykonywanie obraźliwych gestów nic nie daje. Tylko wzmaga agresję. Wiem to, bo jako rowerzystka sama często dzwoniłam i pokrzykiwałam.

Siedząc za kierownicą klaksonu nie używa. Na razie. Mówi, że jeździ bezpiecznie. Z taką prędkością, by nie być zawalidrogą.

– Tylko raz zostałam mocno obtrąbiona. Przez auto dostawcze jednej sieci handlowej. Chyba bardzo się spieszyło – ironizuje.

Przygody Dominiki?

– Kto ci dał prawo jazdy, gówniaro? – usłyszałam od pewnego kierowcy. – Zajechałam mu drogę na wyjeździe z centrum handlowego. Niby nic groźnego, ale... – zawiesza głos studentka.

Czy młody wiek kierowcy – w domyśle: krótki staż za kierownicą – rozzuchwala innych uczestników ruchu?

– Chyba nie. Przecież na jeżdżących niezdarnie dziadków w kapeluszach też wszyscy trąbią – śmieje się 22-latka. – Nie czuję się jakoś szczególnie dyskryminowana. Po prostu płacę frycowe – stwierdza Dominika.

„Niedawna Kursantka” z Wrocławia zwraca uwagę na inną potencjalną przyczynę ulicznych spięć – zmiany przepisów. Część starszych kierowców nie zna takich pojęć (i znaków). jak np. „strefa zamieszkania” czy „strefa ograniczenia prędkości”. Kiedy robili prawko 20–30 lat temu, nie było tych haseł w kodeksie drogowym.

– Nie dokształcili się i teraz marudzą, choć jadę przepisowo – tłumaczy z humorem pani Ola.

– Coś w tym jest. No bo na przykład ilu kierowców zatrzymuje się na tak zwanej zielonej strzałce? Widać po samochodach OSK. Prawie każda elka ma wgnieciony tylny zderzak i klapę. Wjeżdżają w nas, bo nie wiedzą, że to jest de facto znak stop – podsumowuje właściciel Auto-Kodu.

Pytanie, jak jeździłoby się po zakorkowanych miastach, gdyby wszyscy zatrzymywali się na zielonej strzałce i ściśle przestrzegali ograniczeń prędkości... Ale to już temat na osobną dyskusję.

Tomasz Maciejewski

Dla „Szkoły Jazdy”

Dr Dorota Bąk-Gajda, psycholog transportu

Początkowo młodzi stażem kierowcy mogą mieć wiele obaw przed realnym uczestnictwem w ruchu drogowym. Z racji własnej niepewności niektórzy z nich mogą oceniać zachowania innych kierowców jako napastliwe, np. wydaje im się, że pojazdy jadą zbyt blisko siebie lub za szybko. Młodzi kierowcy, dotąd polegający na doradztwie instruktora nauki jazdy, początkowo mogą mieć także problem z podejmowaniem decyzji. Pomoże cierpliwość, przełamywanie własnego strachu i częsta jazda. Nie należy się spieszyć, gdyż wolniejsza jazda gwarantuje więcej czasu na prawidłową reakcję. Gdy samodzielna jazda jest całkowicie niemożliwa, warto wykupić jazdy doszkalające. Ruch drogowy to dynamicznie zmieniająca się sytuacja, a do sprawnego poruszania się potrzebne jest doświadczenie, które zdobywamy jeżdżąc. Dlatego też młodzi kierowcy nie powinni się zniechęcać i unikać jazdy np. gdy usłyszą klaksony innych. Należy pamiętać, że każdemu kierowcy zdarza się popełniać błędy. Kultura jazdy to zasady, które umożliwiają wspólną jazdę wszystkim uczestnikom ruchu drogowego i warto jej przestrzegać niezależnie od posiadanego doświadczenia. Niestety, na drodze napotkamy również agresywnych kierowców, którzy np. pouczają innych, wykonują niebezpieczne manewry. Na szczęście są to jednostki, większość kierujących pojazdami jest odpowiedzialna i opanowana. Warto podczas pierwszych miesięcy jazdy utrwalać bezpieczne nawyki, dotyczące np. zachowania wobec pieszych, prędkości jazdy czy uważnej obserwacji otoczenia. Takie dobre nawyki są odzwierciedleniem naszej kultury, dojrzałości społecznej i przyczyniają się do bezpieczeństwa na drodze, o które wszyscy powinni dbać.